magiczna studniówka

Hello, hello.
Styczeń dobiega końca, dlatego postanowiłam zrobić jego małe podsumowanie. Reasumując całość, styczeń był pracowity ale również obfity w zabawę oraz tajemniczą herbatkę. Od samego początku na barkach wszystkich maturzystów (i nie tylko) spoczywał przywilej dopracowania wszystkich szczegółów studniówki, czyli balu przedmaturalnego. Spotykaliśmy się wieczorami na godzinnych (czasem dłuższych) próbach poloneza oraz walca angielskiego. Ponadto musieliśmy opracować część artystyczną, która ostatecznie wypadła fenomenalnie. Zaczynając od początku.......
Nastał styczeń, studniówka zbliżała się ogromnymi krokami. A ja dalej nie miałam sukienki, butów....jedynie cudownego partnera. Cóż i tak nieźle. 13 stycznia 2017 miałam okazję wybyć do mojego miasta marzeń Wrocławia. Tam też po długich poszukiwaniach znalazłam swoją wymarzoną czerwoną sukienkę oraz 10-cm szpilki. Moja przyjaciółka również kupiła tam sukienkę w kolorze weneckiego różu oraz nieco niższe buty. Mieszanka wybuchowa. Uważam, że wyglądała jak księżniczka. Szczęśliwa po zakupach natomiast nieszczęśliwa z powodu opuszczania tego wspaniałego miasta, 15 stycznia wróciłam do swojej ostoi. Zanim jednak dotarłam do domu, czekała mnie jeszcze 2-godzinna próba. Pędziłam na złamanie karku, prosto z Wrocławia do Głuchołaz na próbę. Po czym zmuszono mnie jeszcze do poprowadzenia poloneza. Studniówkowy partner się spóźniał, więc idąc krokiem polonezowym i prowadząc układ, trzymałam w ręku telefon i darłam się ,,GDZIE TY JESTEŚ?!!!!''. Cóż może to i trochę moja wina, bo powiedziałam, że mogę się spóźnić. Ale nie rozdrabniajmy się tak. (he he he) W końcu jednak przybiegł i mogliśmy próbować poloneza i walca angielskiego (który dostarczył mi w późniejszych momentach zawału). Próba dobiegła końca i tak oto został tydzień do studniówki... Przerażenie, praca, bieganie, próby, próby, próby..... i tak w kółko. W między czasie wymyśliliśmy wspomnianą część artystyczną i stres wzrósł o kolejne 100000000 punktów procentowych. (może nie aż tak źle, ale sytuacja była napięta). Dni mijały, aż nastał 20 stycznia. Dzień przed studniówką....O godzinie 20 miała odbyć się próba w ,,Skowronku''- lokalu, którego sala wygląda nieco jak sala pałacowa. Iście królewsko. Za czym jednak poszliśmy na próbę, razem z Patrykiem udaliśmy się do uroczego lokalu o wdzięcznej nazwie ,,Amorek''. Początkowo mieliśmy iść gdzie indziej, ale kto mnie zna wie jak lubię zmieniać decyzję. ,,Kobieta zmienną jest'' usłyszałam. Kolejną zmienną była kawa, która ostatecznie stała się herbatą. W czasie spotkania wpadliśmy na tor dyskusji o studiach i od tego momentu zaczęłam wahać się jeśli chodzi o kierunek. Pytanie ,,co po tym?' nieco rozjaśniło mi wszystkie rzeczy. Krótkim stwierdzeniem zawdzięczam mu to, że jeszcze raz przemyślałam rzeczy dotyczące przyszłości. Nie wiem jak mam mu dziękować.  Co więcej, rozmowa opierała się też na ,,chciałem być weterynarzem, ale...'' oraz ,,a ja aktorką''. Przed 20 trzeba było opuścić lokal i pójść na próbę. Nic nie byłoby w tym strasznego gdyby nie fakt, że pani zmieniła nieco układ walca, a my trafiliśmy w całkiem inne miejsce. Jeden dzień przed studniówką nasz układ się posypał. Wtedy też doznałam zawału serca, który trzymał mnie do finalizacji tego tańca w dzień studniówki. Po piątkowej próbie i powrocie do domu położyłam się spać.Haa ale sen nie przyszedł. A kiedy w końcu zapadłam w objęcia Morfeusza, szybko się z nich uwolniłam. Niewyspana, zdenerwowana i przerażona w dzień studniówki o godzinie 12 pojechałam na makijaż. W życiu może 4 razy byłam pomalowana (lekko). Po 2 godzinach efekt był zniewalający. Na początku nie mogłam przekonać się do doklejanych kępek rzęs, jednakże później przyzwyczaiłam się do nich (a kiedy je dzień później ściągnęłam zmywając makijaż nawet za nimi zatęskniłam). Fryzurę układałam sama, nie była jakaś królewska, zwykły warkoczyk na prostych włosach, jednakże czułam się w tym dobrze. O 17 ruszyłam do głuchołaskiego ,,Skowronka'' gdzie miała rozpocząć się studniówka. (o 18 czekała nas ostatnia próba generalna). Po próbie generalnej ani trochę nie przestałam obawiać się walca angielskiego, którego wykonywaliśmy do utworu ,,If you don't know me by now'' (w wykonaniu Simple Red). Do godziny 19 był jeszcze czas na zdjęcia par. Fotograf pytający o imiona i klasę usłyszał ,,Kamila i Patryk, 3a'' (Tak oto w tym momencie Patryk stał się uczniem 3a, to co napiszemy maturkę w tym roku :P) Później rozpoczęła się studniówka. Tradycyjnie na powitanie zaprezentowaliśmy nasz cudowny taniec ukłonów, powitań i pożegnań zwany polonezem. Niczym szlachta przez ponad 9 minut płynęliśmy krokiem polonezowym po sali. Kiedy skończyliśmy poloneza zaczęłam panikować. ,,Wszystko będzie dobrze, damy radę'' -mówił Patryk. Nie pomogło, umierałam tam ze stresu. Jeszcze nigdy nie byłam tak przerażona występem. Zwykle kocham publiczne prezentacje, występy w blasku fleszy, wtedy jednak w moich oczach uformowały się łzy. Tak też z błyszczącymi od łez oczami przyjęłam razem z Patrykiem pozycję do walca angielskiego i kiedy właściwy dźwięk popłynął z głośników : ruszyliśmy. Przerażenie nie mijało, próbowałam się uśmiechać ale to nie pomogło. Taniec się kończył jednakże pomyliliśmy się nieznacznie w dwóch ostatnich taktach utworu. Wtedy z mojego oka popłynęła łza. Tego się właśnie obawiałam. Braku perfekcji na 100%. I mimo, że próby i sam walc wspominam bardzo dobrze, tak ostatnie sekundy występu przysparzają mi smutku. ,,Trudno, stało się.'' usłyszałam wielokrotnie. Wszyscy bili brawo wszystkim uczestnikom występu. Ja czułam, że na nie nie zasługuje. Dopiero gdy najpierw podeszła do nas Wiktoria i Patrycja, a później Diana z jej chłopakiem trochę się rozchmurzyłam. ,,Czeka nas cała noc szaleństwa.'' Dopiero te magiczne słowa poprawiły mi humor całkowicie. Chociaż kiedy zasiedliśmy do stołów dalej nie mogłam normalnie funkcjonować. Z każdą sekundą było coraz lepiej, a gdy Wiktoria postanowiła zrobić nam artystyczne zdjęcia złe chwile odepchnęłam na bok. I tak oto rozpoczęło się 10 godzin ciągłej zabawy. Bawiłam się nieprzerwanie (chyba, że wyszliśmy na dwór albo poszliśmy się napić :P )
Moje szpilki spełniły swoją rolę. Nawet kiedy inni pobiegli zmienić buty na płaskie ja dalej szalałam w moich kochanych bucikach. (Tak tak uwielbiam szpilki.) W pewnym momencie moja koleżanka Wiktoria została poproszona o zaśpiewanie. Razem z gitarzystą zdecydowali się na utwór Hallelujah. Także w wolnym rytmie Hallelujah ponownie dałam szansę walcowi i razem z Patrykiem zatańczyliśmy go do tego utworu. Następnie nastał kolejny wolny utwór, więc nieco zmodyfikowaliśmy taniec. Godziny mijały i mijały, a my bawiliśmy się w najlepsze. Mój kolega Kuba w pewnym momencie chciał zaprosić mojego partnera na randkę a także ,,walczyć tańca''. Cóż poniosło go. Zespół wymyślał różne zabawy, od pospolitego pociągu, kaczuch, makareny (pan z matmy próbował tańczyć naśladując mnie, odepchnął mi partnera, no za to to musi być 5) :P) do zabawy przy utworze,,tańczymy labada'', polegającej na modyfikacji dotyków, najpierw ręce, uszy, włosy (tu z moimi nie było problemu, kilometrowe włosy pomagają), serce (cóż do serca daleko), brzuch, pośladki, kolana i kostki. Ciekawe doświadczenie nie powiem. Następnym udoskonaleniem imprezy była zabawa panów. Mianowicie, 10 szczęśliwców zostało poproszonych na środek (Patryk to urodzony tancerz, więc wypchnęłam go do udziału w tej zabawie) następnie pięciu z nich musiało przeobrazić się w kobiety, przywdziewając różowe spódniczki. Nie nie Patryk dalej pozostał męską częścią pary. Następnie musieli w parach męsko- męskich(z nutką spódniczki) zatańczyć walca wiedeńskiego, taniec romantyczny, rock'n rolla.... Wygrała para Przemka, jednakże dla mnie i Laury zwycięzcy byli oczywiście. Straciłam na chwile głos, wrzeszcząc. :) Później znowu odzyskałam głos, chociaż nie wiem jak uchroniłam się od choroby wychodząc w samej sukience na dwór gdzie panowało -6. Głupia, oj głupia.xd
I tak o to impreza trwała i trwała.
Kiedy dochodziła 5 nad ranem, zespół zapowiedział, że to już ostatni utwór, więc tańczyliśmy ciesząc się ostatnimi chwilami. ,,Jeden.'' - powiedzieli. Haa, ten jeden zmienił się w kolejne cztery. I tak dopiero o godzinie 5:10 usłyszeliśmy ,,co złego to nie my, ale się już z Wami żegnamy''. Pożegnania są trudne. Całe 10h zabawy minęło za szybko. (Dumnie mogę stwierdzić, że zamknęliśmy imprezę.)  Ale cóż, trzeba wreszcie pomieszkać w domu. Od miesiąca byłam w domu raczej gościem, wpadającym raz na jakiś czas by się przespać i znowu wyfrunąć. Do domu wróciłam o 6, jednakże jeszcze pozwoliłam sobie na chwilkę pisania (chwilka zamieniła się w 1,5 h). (Paradoksem był fakt, że kiedy Patryk wracał do domu, jego mama właśnie wychodziła do pracy.). Kiedy się obudziłam była 11 w mojej głowie wciąż szumiała muzyka, a  przed oczami przesuwały się wspomnienia. Wtedy zdałam sobie sprawę, że podjęłam najlepszą decyzję w życiu. Zawsze mówiłam, że nie chcę iść na studniówkę. Uparcie twierdziłam, że nie zmienię zdania. Zdanie zmieniłam w październiku pod wpływem chwili. Decyzji nie żałuje, bo dwa miesiące prób i finalizacja w postaci studniówki były cudownymi chwilami w moim życiu, które na pewno zapamiętam.
Każdy mówi, że miał najlepszego partnera, że lepszego nie mógł sobie wyobrazić, więc ja również powtórzę to stwierdzenie. Nie mogłam prosić o lepszą zabawę. A wiadomo jak towarzystwo odpowiednie to i zabawa się udaje.
Teraz zostały mi tylko wspaniałe wspomnienia, a walc angielski nie wydaje się już taki straszny.
Kiedy obudziłam się w poniedziałek z zamiarem pójścia do szkoły nagle odczułam pustkę, zero prób, przygotowań do studniówki, ciszaa. Dopiero w piątek rano jadąc do szkoły zdałam sobie sprawę, że coś musi się skończyć, żeby coś mogło się zacząć, wtedy właśnie odzyskałam całą radość z życia. Wszyscy się zastanawiali skąd ten dobry humor, bo zwykle reprezentuje pesymistyczne spojrzenie na świat. Sama nie wiem, poczułam, że warto zacząć się z czegoś cieszyć, bo nim się obejrzę życie przeleci mi między palcami i zostanę z niczym.
Refleksje te kończę wiadomością, że stworzę też osobnego posta ze zdjęciami ze studniówki. (co by się w eterze nie zagubiły).
Do następnego postu.
~ Camille
____________
piosenka, do której tańczyliśmy walca angielskiego


Komentarze