Tak jak obiecałam zapraszam do mojej relacji na temat filmu ,,Hobbit:Bitwa Pięciu Armii'' (ang.The Hobbit:The Battle of the Five Armies).
27 grudnia miałam szczęście oglądać ostatnią część uniwersum o dziejach Bilba oraz kompanii Thorina.
Peter Jackson udowodnił, że powierzenie mu ekranizacji tych trzech pięknych części, jest rzeczą odpowiednią dla jego umiejętności. Reżyser wykreował piękną artystyczną wizję Śródziemia i przez 6 filmów pozwalał nam w pełni zatracać się w historii o wielkim, nieprzeniknionym cieniu, który reprezentował tu Sauron oraz wszystkie kreatury z nim sprzymierzone, oraz o drugiej stronie medalu, czyli istotach, które podjęły walkę ze złem.
Bitwa Pięciu Armii to już ostatnia część, w której w gruncie rzeczy najwięcej rzeczy znajduje swoje wyjaśnienie. Poprzednia część kończąca się momentem, kiedy Smaug ma na celu zniszczenie Lake-town i sławnymi słowami smoka ,,JESTEM OGNIEM, JESTEM ŚMIERCIĄ''(ang.I AM FIRE, I AM DEAT) i rozmysłem Bilba ,,CO MY NAROBILIŚMY?'' (ang.WHAT HAVE WE DONE?) jest zarodkiem wydarzeń z trzeciej części. Film rozpoczyna się atakiem Smauga na miasto. Ale to dopiero początek. Akcja na dobre zawiąże się dopiero gdy na ekranie ujrzymy armie elfów, orków, ludzi a także innych istot Śródziemia.Za czym jednak ujrzymy tytułową Bitwę Pięciu Armii, reżyser serwuje nam ujęcia Nekromanty, Dol Guldur, Białej Rady, Gundabadu, gorączki złota, i choroby Thorina w Samotnej Górze oraz oczywiście Dale. Widać, że jest tu zwolennikiem motta, ABY MOGŁO ISTNIEĆ DOBRO MUSI ONO WSPÓŁISTNIEĆ ZE ZŁEM. Z czasem jednak dochodzimy do BITWY, która ma wielkie znaczenie dla dalszych losów Śródziemia.
Efekty specjalne użyte w czasie kreowania całego filmu, były w niektórych momentach bardzo widoczne. Przykładem może być tu Legolas. Niektórzy pokusili się o śmieszne stwierdzenie, że Legolas ,,gra na kodach''lub, że nie obowiązuje go grawitacja. W trakcie tworzenia filmu, oczywiście efektów specjalnych zabraknąć nie mogło, ale niektóry sceny przyprawiały o niemały zawrót głowy, kiedy to Legolas, szybując jak ptak w zwolnionym tępię, przeskakuje z jednego spadającego kawałka na drugi, piał się wyżej, wyżej. Ponadto, dzięki jego akrobacjom, dzisiejszy mistrzowie świata w kategorii artystycznych akrobacji zrezygnowali i oddają cześć synowi Thranduila. Nie wierzycie? No akurat tu macie prawo, bo to żart.
Jeśli chodzi o całą resztę, nie mogę się już do niczego doczepić. Scenografia jest czymś fenomenalnym. Kostiumy, to rzemiosło tak cudowne, że aż chciałoby się włożyć jeden z nich.
Teraz, należałoby pogratulować aktorom, którzy wcielili się w swoją postać, nadając jej odmienny i widoczny charakter. Pierwsze co nasuwa mi się na myśl, to rola hobbita, Bilbo Bagginsa. Martin Freeman, bezsprzecznie stworzył coś niesamowitego. Hobbit, w swej naturze powinien być łatwą postacie, w rzeczywistości nią nie był. Spójrzmy prawdzie w oczy, przecież po upłynięciu tak małej ilości czasu od spotkania ze smokiem musiał zatracić się i znaleźć swe miejsce w wirze walki. To z pewnością nie było proste. Wymieniając Smauga, należy wspomnieć, że za pomocą motion-capture, znany aktor Benedict Cumberbatch oddał mu płynne ruchy i głęboki głos. Było to z pewnością zadanie nie łatwe, ale patrząc na inne okoliczności odpowiednie dla niego, ponieważ Pan Cumberbatch, sztukę umierania postaci które gra ma już opanowane.
Warto również wspomnieć o ,,trzech władcach''. Thorin, którego złożoność charakteru odkrył Richard Armitage i w pełnym świetle zaprezentował ogarniętego rządzą złota, ale do końca honorowego krasnoluda. Thranduil, którego radość z ukazania piękna i groźności władcy przypadła Lee Pace'owi. Oraz Bard, zwykły człowiek, którego waleczna natura, pozwoli uratować wielu ludzi w Lake-town od śmierci. Taką postać miał zaszczyt zagrać Luke Evans. Oczywiście wymieniając aktorów, nie może zabraknąć Ian'a McKellen'a , który występował w każdym z 6 filmów
o Śródziemiu wcielając się w rolę wędrownego czarodzieja Gandalfa. Ta postać zasługuje na szczególne honory. Cała reszta aktorów przyczyniła się jednakowo do sukcesu tego filmu, lecz czas nie pozwala by móc każdemu z osobna pogratulować.
Na dużą uwagę zasługuje również piękna muzyka towarzysząca nam w każdym momencie filmu. Skomponowana przez Howard'a Shore'a, który zasługuje na wielkie podziękowania i gratulacje za cudowne umiejętności muzyczne. Mówiąc o muzyce, wspomnę również, że przewodnim utworem tej części był stworzony przez Billy'ego Boyd'a utwór ,,The Last Goodbye''. Dla przypomnienia Billy Boyd już kiedyś miał zasługi w Śródziemiu, grając walecznego hobbita Peregrina, w filmowej trylogii ,,Władca Pierścieni''.
Podsumowując całość, z radością stwierdzam, że film jest jednym z najlepszych filmów roku 2014. Wartka akcja nie nuży, a wątki tragiczne i miłosne nadają ekranizacji głębsze znaczenie.
Ode mnie mocne 9/10.
Gorąco polecam i zapraszam fanów a także amatorów przed ekrany kin. Na pewno znajdziecie coś dla siebie.
Autor: Camilla
27 grudnia miałam szczęście oglądać ostatnią część uniwersum o dziejach Bilba oraz kompanii Thorina.
Peter Jackson udowodnił, że powierzenie mu ekranizacji tych trzech pięknych części, jest rzeczą odpowiednią dla jego umiejętności. Reżyser wykreował piękną artystyczną wizję Śródziemia i przez 6 filmów pozwalał nam w pełni zatracać się w historii o wielkim, nieprzeniknionym cieniu, który reprezentował tu Sauron oraz wszystkie kreatury z nim sprzymierzone, oraz o drugiej stronie medalu, czyli istotach, które podjęły walkę ze złem.
Bitwa Pięciu Armii to już ostatnia część, w której w gruncie rzeczy najwięcej rzeczy znajduje swoje wyjaśnienie. Poprzednia część kończąca się momentem, kiedy Smaug ma na celu zniszczenie Lake-town i sławnymi słowami smoka ,,JESTEM OGNIEM, JESTEM ŚMIERCIĄ''(ang.I AM FIRE, I AM DEAT) i rozmysłem Bilba ,,CO MY NAROBILIŚMY?'' (ang.WHAT HAVE WE DONE?) jest zarodkiem wydarzeń z trzeciej części. Film rozpoczyna się atakiem Smauga na miasto. Ale to dopiero początek. Akcja na dobre zawiąże się dopiero gdy na ekranie ujrzymy armie elfów, orków, ludzi a także innych istot Śródziemia.Za czym jednak ujrzymy tytułową Bitwę Pięciu Armii, reżyser serwuje nam ujęcia Nekromanty, Dol Guldur, Białej Rady, Gundabadu, gorączki złota, i choroby Thorina w Samotnej Górze oraz oczywiście Dale. Widać, że jest tu zwolennikiem motta, ABY MOGŁO ISTNIEĆ DOBRO MUSI ONO WSPÓŁISTNIEĆ ZE ZŁEM. Z czasem jednak dochodzimy do BITWY, która ma wielkie znaczenie dla dalszych losów Śródziemia.
Efekty specjalne użyte w czasie kreowania całego filmu, były w niektórych momentach bardzo widoczne. Przykładem może być tu Legolas. Niektórzy pokusili się o śmieszne stwierdzenie, że Legolas ,,gra na kodach''lub, że nie obowiązuje go grawitacja. W trakcie tworzenia filmu, oczywiście efektów specjalnych zabraknąć nie mogło, ale niektóry sceny przyprawiały o niemały zawrót głowy, kiedy to Legolas, szybując jak ptak w zwolnionym tępię, przeskakuje z jednego spadającego kawałka na drugi, piał się wyżej, wyżej. Ponadto, dzięki jego akrobacjom, dzisiejszy mistrzowie świata w kategorii artystycznych akrobacji zrezygnowali i oddają cześć synowi Thranduila. Nie wierzycie? No akurat tu macie prawo, bo to żart.
Jeśli chodzi o całą resztę, nie mogę się już do niczego doczepić. Scenografia jest czymś fenomenalnym. Kostiumy, to rzemiosło tak cudowne, że aż chciałoby się włożyć jeden z nich.
Teraz, należałoby pogratulować aktorom, którzy wcielili się w swoją postać, nadając jej odmienny i widoczny charakter. Pierwsze co nasuwa mi się na myśl, to rola hobbita, Bilbo Bagginsa. Martin Freeman, bezsprzecznie stworzył coś niesamowitego. Hobbit, w swej naturze powinien być łatwą postacie, w rzeczywistości nią nie był. Spójrzmy prawdzie w oczy, przecież po upłynięciu tak małej ilości czasu od spotkania ze smokiem musiał zatracić się i znaleźć swe miejsce w wirze walki. To z pewnością nie było proste. Wymieniając Smauga, należy wspomnieć, że za pomocą motion-capture, znany aktor Benedict Cumberbatch oddał mu płynne ruchy i głęboki głos. Było to z pewnością zadanie nie łatwe, ale patrząc na inne okoliczności odpowiednie dla niego, ponieważ Pan Cumberbatch, sztukę umierania postaci które gra ma już opanowane.
o Śródziemiu wcielając się w rolę wędrownego czarodzieja Gandalfa. Ta postać zasługuje na szczególne honory. Cała reszta aktorów przyczyniła się jednakowo do sukcesu tego filmu, lecz czas nie pozwala by móc każdemu z osobna pogratulować.
Na dużą uwagę zasługuje również piękna muzyka towarzysząca nam w każdym momencie filmu. Skomponowana przez Howard'a Shore'a, który zasługuje na wielkie podziękowania i gratulacje za cudowne umiejętności muzyczne. Mówiąc o muzyce, wspomnę również, że przewodnim utworem tej części był stworzony przez Billy'ego Boyd'a utwór ,,The Last Goodbye''. Dla przypomnienia Billy Boyd już kiedyś miał zasługi w Śródziemiu, grając walecznego hobbita Peregrina, w filmowej trylogii ,,Władca Pierścieni''.
Podsumowując całość, z radością stwierdzam, że film jest jednym z najlepszych filmów roku 2014. Wartka akcja nie nuży, a wątki tragiczne i miłosne nadają ekranizacji głębsze znaczenie.
Ode mnie mocne 9/10.
Gorąco polecam i zapraszam fanów a także amatorów przed ekrany kin. Na pewno znajdziecie coś dla siebie.
Autor: Camilla





Komentarze
Prześlij komentarz