Cześć,
już od bardzo długiego czasu nie zaktualizowałam nowego postu. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, ale praca i przygotowania do występów oraz szkoła nie działały na to przychylnie. Do domu wracałam po godzinie 18, czasem nawet po 21. Na szczęście w drodze na przystanek nie byłam sama, tyle dobrze. :) Zaczynając wszystko od początku. Nasza szkoła ,,Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego''. obchodziła 70-lecie swojego istnienia. Jako uczennicy tej szkoły przypadł mi zaszczyt zaangażowania się w przygotowanie uroczystości. Na początku roku nauczycielka wychowania fizycznego zaczęła uczyć nas różnych układów tanecznych od kontredansa, po gawota, zorbę, kankana i oczywiście dla rozgrzewki tańca belgijskiego, który śni nam się po nocach. Od początku września ciężko pracowaliśmy, chodząc na próby, które trwały po kilka godzin. Zmęczeni wracaliśmy na lekcje i tak w kółko. W październiku wszystko już było prawie przygotowane. Ale.. to nie znaczy, że nie trzeba pracować. Spotykaliśmy się codziennie. Aż do 10 października kiedy to miała miejsce kulminacja wszystkich występów, czyli 70-lecie. Osobiście byłam uczestniczką tańca o nazwie kontredans szkocki. Taniec początkowo wyglądający groźnie(trudno) zamienił się w niezwykłą przyjemność. Ponadto wystąpiłam w tańcu belgijskim zamykającym część taneczną widowiska. Oprócz tego jako członek szkolnego koła teatralnego wystawiliśmy na tę okazję sztukę inspirowaną znanym opowiadaniem ,,Oskar i Pani Róża''. Pod nazwą ,,Festina Lente'' zinterpretowaliśmy aktorsko na scenie tę dramatyczną historię. Kiedy 10 październik zbliżał się i zbliżał wszyscy byli coraz bardziej nerwowi, pracowaliśmy ciężej i dłużej. Kilka dni przed głównym występem pani zapowiedziała że w piątek (9.10) musimy spotkać się o 18 na próbie. Jednakże parę dni później zdecydowała, że zostawi ten dzień dla ćwiczeń poloneza z absolwentami naszej szkoły, którzy na tę niezwykłą okazję ponownie zebrali się w murach naszego liceum, czy też centrum kultury gdzie ćwiczyliśmy. Więc jak to się stało, że i ja znalazłam się tego dnia na próbie. Otóż to. Pani Beata potrzebowała pomocy w przygotowaniu ubrań. A że ja i tak czekałam na autobus, więc postanowiłam zaoferować pomoc, oprócz mnie była też Jadzia. Początkowo wszystko było jak dawniej, miałam tylko do zatańczenia kontredansa, belgijskiego i do zagrania w spektaklu. Alee nagle..
,,Kamila ubierz się w te ubrania do przemarszu poloneza, musimy zobaczyć jak one wyglądają po dopasowaniu.'' - powiedziała pani Beatka podając mi ubranie.
I tak to się potoczyło, że później usłyszałam ,,Jutro rano będziesz uczestniczyć w przemarszu krokiem poloneza, będziesz w pierwszym szeregu''.
Byłam zdziwiona a jednocześnie zestresowana. Tego wieczoru kiedy przyszli absolwenci oraz trzecioklasiści udaliśmy się na scenę centrum kultury. Początkowo mieliśmy ćwiczyć tylko krok podstawowy, w końcu okazało się, że muszę tańczyć prawdziwego poloneza, a układu wymyślonego przez panią Beatkę nie znałam. Na szczęście najpierw pomógł mi Marcin a po zmianie Kuba, którzy mówili gdzie mam teraz iść. Udało się. W pewnym momencie jednak ktoś niechcący przełączył muzykę i w głośnikach usłyszeliśmy muzykę do tańca belgijskiego, więc szybko sformowaliśmy koło i zatańczyliśmy.
Ostatecznie, dzień przed występem okazało się, że uczestniczę w przemarszu. Wszystko było piękne, jednakże jedna rzecz nie była zadowalająca. Jak zawsze w październikowe poranki jest zimno, a mój strój do najcieplejszych nie należał. Ale trudno, czasem taka praca wymaga poświęceń.
W sobotę, wszyscy stawali na głowie by zdążyć na czas. Musiałam zostać uczesana w koka z wypełniacza, który przyozdobiono żywymi kwiatami. Po raz pierwszy moje włosy nie były rozpuszczone. Jednakże i tak dostarczyły sporo problemów, ponieważ są tak długie, że chociaż jeden kosmyk ale zawsze wysmyknął się z fryzury. Co spowodowało, że miałam na głowie jakieś 48 wsuwek. Przemarsz minął szybko, zazdrościłam swojemu partnerowi (do przemarszu), który poprowadził mnie krokiem poloneza, ponieważ miał przynajmniej garnitur, z czego się cieszył. ,,Dzięki Bogu za termiczne ubranie'' - powiedział. Moja mina mówiła sama za siebie. Też chcę, żeby mi było ciepło, ale jak już mówiłam takie wydarzenia wymagają poświęceń. Kiedy prowadziliśmy gości przez miasto, dookoła kręciło się mnóstwo ludzi z aparatami, kamerami. Niektórzy spoglądali z okien inni wychodzili na ulice z domów a nawet ze sklepów. Cóż za wydarzenie.
Następnie kiedy dotarliśmy do centrum kultury rozpoczęły się pełne obchody 70-lecia. Na dobry początek wystąpili absolwenci naszej szkoły. Tańczyli poloneza do muzyki z ,,Czas Honoru''. Mimo, że nie widziałam ich na występie, ponieważ byłam zbyt zajęta zmianą stroju, (Z czarnej spódnicy przypiętej kokardą i białej bufiastej bluzki w suknię balową.) jestem pewna, że efekt był oszałamiający. Widziałam ich na próbie. Byli cudowni. Następnie wystąpił gawot https://www.youtube.com/watch?v=8MmLuofT8Bc oraz nasz średniowieczny kontredans https://www.youtube.com/watch?v=JXEAjxoVijA, a po przerwie zorba https://www.youtube.com/watch?v=tIipLJr1cEs i kankan https://www.youtube.com/watch?v=abxZC_AQpus, który zrobił największe wrażenie (jak sądzę wśród męskiej części publiczności). Na koniec pochwaliliśmy się umiejętnością zabawy i integracji wirując w tańcu belgijskim. Oto link : https://www.youtube.com/watch?v=Y26NQCp6S_I
Dla tancerzy to był już koniec występów. Ja jednak wystąpiłam na scenie ponownie, wcielając się w rolę niebieskiej Peggy Blue w naszym spektaklu ,,Festina Lente'' na podstawie ,,Oskar i pani Róża''. Kiedy inni zmęczeni wracali do szkoły w celu przygotowania się do obsługi gości, ja i Natalia walczyłyśmy z makijażem. Wskutek czego moja twarz zamierzenie była cała niebieska. Spektakl skończył się gromkimi brawami. Nie ma nic piękniejszego niż gest uznania za wykonanie ciężkiej pracy.
Warto dodać, że w sobotę wstałam o 4:30, trema i nerwy przed występem nie pozwalają nieraz spać. To było naprawdę duże wydarzenie. Tego dnia nie wróciłam już do domu, ponieważ udałam się na noc do mojej kochanej przyjaciółki Karoliny. Tak więc poszłyśmy spać o 4. Jak się okazuje nie spałam całe 24h, po czym, obudziłam się po 8:30. Chyba wrażenia z poprzednich kilku dni napędzały mnie tak, że nie musiałam spać.
Od teraz będę musiała wrócić do swojej szarej codzienności. Chociaż chwilka, na początku grudnia mam kolejny występ. ,,Hotel Palace'' nareszcie zamieni scenę w prawdziwy hotel. Już nie mogę się doczekać. A przede mną co poniedziałek na próbach ciężka praca.
Jedno jest pewne, będę niezwykle tęsknić za próbami tańca. Ale kto wie kiedy znowu powrócę w balowej sukni na scenę, może już niedługo.
Pozdrawiam.
~ Camille
_____
Muzyka do której nasi absolwenci wykonali poloneza.
już od bardzo długiego czasu nie zaktualizowałam nowego postu. Jest mi z tego powodu bardzo przykro, ale praca i przygotowania do występów oraz szkoła nie działały na to przychylnie. Do domu wracałam po godzinie 18, czasem nawet po 21. Na szczęście w drodze na przystanek nie byłam sama, tyle dobrze. :) Zaczynając wszystko od początku. Nasza szkoła ,,Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego''. obchodziła 70-lecie swojego istnienia. Jako uczennicy tej szkoły przypadł mi zaszczyt zaangażowania się w przygotowanie uroczystości. Na początku roku nauczycielka wychowania fizycznego zaczęła uczyć nas różnych układów tanecznych od kontredansa, po gawota, zorbę, kankana i oczywiście dla rozgrzewki tańca belgijskiego, który śni nam się po nocach. Od początku września ciężko pracowaliśmy, chodząc na próby, które trwały po kilka godzin. Zmęczeni wracaliśmy na lekcje i tak w kółko. W październiku wszystko już było prawie przygotowane. Ale.. to nie znaczy, że nie trzeba pracować. Spotykaliśmy się codziennie. Aż do 10 października kiedy to miała miejsce kulminacja wszystkich występów, czyli 70-lecie. Osobiście byłam uczestniczką tańca o nazwie kontredans szkocki. Taniec początkowo wyglądający groźnie(trudno) zamienił się w niezwykłą przyjemność. Ponadto wystąpiłam w tańcu belgijskim zamykającym część taneczną widowiska. Oprócz tego jako członek szkolnego koła teatralnego wystawiliśmy na tę okazję sztukę inspirowaną znanym opowiadaniem ,,Oskar i Pani Róża''. Pod nazwą ,,Festina Lente'' zinterpretowaliśmy aktorsko na scenie tę dramatyczną historię. Kiedy 10 październik zbliżał się i zbliżał wszyscy byli coraz bardziej nerwowi, pracowaliśmy ciężej i dłużej. Kilka dni przed głównym występem pani zapowiedziała że w piątek (9.10) musimy spotkać się o 18 na próbie. Jednakże parę dni później zdecydowała, że zostawi ten dzień dla ćwiczeń poloneza z absolwentami naszej szkoły, którzy na tę niezwykłą okazję ponownie zebrali się w murach naszego liceum, czy też centrum kultury gdzie ćwiczyliśmy. Więc jak to się stało, że i ja znalazłam się tego dnia na próbie. Otóż to. Pani Beata potrzebowała pomocy w przygotowaniu ubrań. A że ja i tak czekałam na autobus, więc postanowiłam zaoferować pomoc, oprócz mnie była też Jadzia. Początkowo wszystko było jak dawniej, miałam tylko do zatańczenia kontredansa, belgijskiego i do zagrania w spektaklu. Alee nagle..
,,Kamila ubierz się w te ubrania do przemarszu poloneza, musimy zobaczyć jak one wyglądają po dopasowaniu.'' - powiedziała pani Beatka podając mi ubranie.
I tak to się potoczyło, że później usłyszałam ,,Jutro rano będziesz uczestniczyć w przemarszu krokiem poloneza, będziesz w pierwszym szeregu''.
Byłam zdziwiona a jednocześnie zestresowana. Tego wieczoru kiedy przyszli absolwenci oraz trzecioklasiści udaliśmy się na scenę centrum kultury. Początkowo mieliśmy ćwiczyć tylko krok podstawowy, w końcu okazało się, że muszę tańczyć prawdziwego poloneza, a układu wymyślonego przez panią Beatkę nie znałam. Na szczęście najpierw pomógł mi Marcin a po zmianie Kuba, którzy mówili gdzie mam teraz iść. Udało się. W pewnym momencie jednak ktoś niechcący przełączył muzykę i w głośnikach usłyszeliśmy muzykę do tańca belgijskiego, więc szybko sformowaliśmy koło i zatańczyliśmy.
Ostatecznie, dzień przed występem okazało się, że uczestniczę w przemarszu. Wszystko było piękne, jednakże jedna rzecz nie była zadowalająca. Jak zawsze w październikowe poranki jest zimno, a mój strój do najcieplejszych nie należał. Ale trudno, czasem taka praca wymaga poświęceń.
W sobotę, wszyscy stawali na głowie by zdążyć na czas. Musiałam zostać uczesana w koka z wypełniacza, który przyozdobiono żywymi kwiatami. Po raz pierwszy moje włosy nie były rozpuszczone. Jednakże i tak dostarczyły sporo problemów, ponieważ są tak długie, że chociaż jeden kosmyk ale zawsze wysmyknął się z fryzury. Co spowodowało, że miałam na głowie jakieś 48 wsuwek. Przemarsz minął szybko, zazdrościłam swojemu partnerowi (do przemarszu), który poprowadził mnie krokiem poloneza, ponieważ miał przynajmniej garnitur, z czego się cieszył. ,,Dzięki Bogu za termiczne ubranie'' - powiedział. Moja mina mówiła sama za siebie. Też chcę, żeby mi było ciepło, ale jak już mówiłam takie wydarzenia wymagają poświęceń. Kiedy prowadziliśmy gości przez miasto, dookoła kręciło się mnóstwo ludzi z aparatami, kamerami. Niektórzy spoglądali z okien inni wychodzili na ulice z domów a nawet ze sklepów. Cóż za wydarzenie.
Następnie kiedy dotarliśmy do centrum kultury rozpoczęły się pełne obchody 70-lecia. Na dobry początek wystąpili absolwenci naszej szkoły. Tańczyli poloneza do muzyki z ,,Czas Honoru''. Mimo, że nie widziałam ich na występie, ponieważ byłam zbyt zajęta zmianą stroju, (Z czarnej spódnicy przypiętej kokardą i białej bufiastej bluzki w suknię balową.) jestem pewna, że efekt był oszałamiający. Widziałam ich na próbie. Byli cudowni. Następnie wystąpił gawot https://www.youtube.com/watch?v=8MmLuofT8Bc oraz nasz średniowieczny kontredans https://www.youtube.com/watch?v=JXEAjxoVijA, a po przerwie zorba https://www.youtube.com/watch?v=tIipLJr1cEs i kankan https://www.youtube.com/watch?v=abxZC_AQpus, który zrobił największe wrażenie (jak sądzę wśród męskiej części publiczności). Na koniec pochwaliliśmy się umiejętnością zabawy i integracji wirując w tańcu belgijskim. Oto link : https://www.youtube.com/watch?v=Y26NQCp6S_I
Dla tancerzy to był już koniec występów. Ja jednak wystąpiłam na scenie ponownie, wcielając się w rolę niebieskiej Peggy Blue w naszym spektaklu ,,Festina Lente'' na podstawie ,,Oskar i pani Róża''. Kiedy inni zmęczeni wracali do szkoły w celu przygotowania się do obsługi gości, ja i Natalia walczyłyśmy z makijażem. Wskutek czego moja twarz zamierzenie była cała niebieska. Spektakl skończył się gromkimi brawami. Nie ma nic piękniejszego niż gest uznania za wykonanie ciężkiej pracy.
Warto dodać, że w sobotę wstałam o 4:30, trema i nerwy przed występem nie pozwalają nieraz spać. To było naprawdę duże wydarzenie. Tego dnia nie wróciłam już do domu, ponieważ udałam się na noc do mojej kochanej przyjaciółki Karoliny. Tak więc poszłyśmy spać o 4. Jak się okazuje nie spałam całe 24h, po czym, obudziłam się po 8:30. Chyba wrażenia z poprzednich kilku dni napędzały mnie tak, że nie musiałam spać.
Od teraz będę musiała wrócić do swojej szarej codzienności. Chociaż chwilka, na początku grudnia mam kolejny występ. ,,Hotel Palace'' nareszcie zamieni scenę w prawdziwy hotel. Już nie mogę się doczekać. A przede mną co poniedziałek na próbach ciężka praca.
Jedno jest pewne, będę niezwykle tęsknić za próbami tańca. Ale kto wie kiedy znowu powrócę w balowej sukni na scenę, może już niedługo.
Pozdrawiam.
~ Camille
_____
Muzyka do której nasi absolwenci wykonali poloneza.


Komentarze
Prześlij komentarz