zostawiając wszystko za sobą

Hello, hello..
Minęło tak wiele czasu odkąd ostatnim razem napisałam co krąży w tej mojej, dziwnej głowie. Uznałam, że taki o poniedziałek, 7 sierpnia, nie jest wcale gorszym dniem niż 8 sierpnia czy też 9, 10, czy nawet 30, więc postanowiłam coś tu wyskrobać, aby ten 7 sierpnia nie czuł się taki pokrzywdzony. Do rzeczy. Od kwietnia, czyli od ostatniego posta wieeeele (dlatego mówiłam, że dziwna ta głowa, kto normalny tak podkreśla wieeele) się zmieniło. Skończyłam liceum z wyróżnieniem, medalem i stypendium. Mimo, że moja dusza wtedy wręcz krwawiła, a serce domagało się powrotu, dziś z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że z czasem do wszystkiego można się przyzwyczaić. Dalej tęsknię, ale na szczęście piękne momenty utrwaliłam w pamięci tworząc niesamowite wspomnienia, którymi będę się żywić w złych chwilach. W maju przystąpiłam do egzaminów maturalnych, czyli ,,jak zabić człowieka w miesiąc''. (Z ustnych jakimś cudem udało się wyskrobać dwie 100%) W międzyczasie pracowałam nad spektaklem na podstawie tekstu Eugene Ionesco ,,Lekcja''. Czasem nie śpiąc w nocy w ogóle, czasem śpiąc po prostu niewiele, przetrwałam łączenie matur z próbami na scenie i nauką tekstu. Praca zaowocowała, 2 czerwca,czyli podczas III Festiwalu Teatrów Ulicznych, kiedy to w godzinach wieczornych ja wraz z inną grupą teatralną pojawiłam się na scenie i zaprezentowałam ,,nauczycielskie życie'' i terroryzowanie uczennicy(psychiki drugiego człowieka). Przyznam się bez bicia, że był to dość ciężki tekst, także występ przysporzył mi drobnych nerwów.
Także w czerwcu, po trzech latach współpracy zakończyłam moją podróż z moją ukochaną grupą teatralną. Tego będzie mi brakowało najbardziej. Nie mniej jednak, we wrześniu obiecałam pojawić się na choćby jeszcze jednych zajęciach.
Pod koniec czerwca przybyły również wyniki egzaminów maturalnych, z których osobiście zadowolona nie jestem, mimo to, moi przyjaciele, znajomi a nawet nauczyciele twierdzą, że są bardzo dobre. Cóż, samokrytyka to chyba moje drugie imię.
Od początku matur cały czas żyłam w stresie, który trwał i trwał, nawet kiedy już dowiedziałam się, że przyjęto mnie na wszystkie uczelnie na które składałam papiery i musiałam dokonać wyboru. Wybrałam kierunek Ekonomię na Uniwersytecie Wrocławskim. Każdy mógłby powiedzieć, że wszystko ułożyło się wspaniale, ja jednak dalej czuję, że czegoś mi brakuje. Mimo ogromnej miłości jaką darzę matematykę, teraz czuję, że ekonomia to jednak nie to. Jednakże, postanowiłam przestudiować dwa semestry i w razie czego za rok przedłożę kandydaturę na inne studia. Zobaczymy, najwyżej będę wiecznym studentem.
Kolejnym sukcesem było znalezienie mieszkania w tak cudownej lokalizacji, że do teraz jestem pod wrażeniem.
Cóż, z teatrem na pewno nie żegnam się na zawsze. Planuję zostać wolontariuszem jednego z wrocławskich teatrów. Trzymajcie kciuki. Bez tego rodzaju sztuki nie przeżyję. Chyba. Jedno jest pewne, moje serce na razie zostawiam w sali widowiskowej, na scenie w blasku jupiterów, wśród mojej grupy teatralnej.
Mogę dodać jeszcze, że kiedy składałam dokumenty na uczelnie, postanowiłam zostać we Wrocławiu na trochę dłużej. Ostatecznie, spędziłam tam 4 cudowne dni z Karoliną, moją najlepszą przyjaciółką, plątając się po mieście z mapą w telefonie. W planie naszej małej wycieczki krajoznawczej znalazło się między innymi Sky Tower czy Ogród Japoński. Wcześniej wspomniana wieża zaskoczyła mnie w magiczny sposób, pozostawiając w głowie przepiękny obraz miasta roztaczającego się u moich stóp. ,,Na szczycie świata'' niemal jak w piosence Imagine Dragons (On top of the world).
Pobyt w ,,Ogrodzie Japońskim'' był nieco mniej ekscytującym przeżyciem, niemniej jednak pozostawił estetycznie piękną wizję natury. Jednym z tradycyjnych punktów było oczywiście kino, gdzie obejrzałyśmy komedie akcji pt ,,Baby, driver''. Sam tytuł nie przemawiał do mnie w żaden sposób. Dopiero słowa mojej przyjaciółki wspominającej o zwiastunie, lekko mnie przekonały. Postanowiłam zaufać (bo jak nie jej to komu).  Zwykle tytuł powinien przyciągnąć wzrok, wywołać jakieś wrażenie...... ha, nie tym razem. Edgar Wright nie potrzebował używać niepotrzebnych zachęt. Po seansie, mogę stwierdzić, iż  film zasługuje na dość wysoką ocenę, choćby tylko ze względu na nieziemskie połączenie muzyki i akcji. Wright stworzył świetne dzieło, które dla koneserów kina, powinno być jedną z ,,must-see''. Oczywiście nie samymi pozytywami film żyje. Reżyser postanowił postawić wszystko na jedną kartę prowadząc większość akcji z punktu widzenia tytułowego Baby (mimo, iż historia aż prosi się o rozwinięcie wątków paru innych bohaterów) Reasumując, film jest dość unikatowym i oryginalnym pomysłem, jednakże z doświadczenia zdobytego podczas śledzenia podobnych tworów, wiem, że za parę miesięcy niestety zapomnimy, że taki film kiedykolwiek istniał. Wielka szkoda.
Kończę tą notkę, zostawiając Was z tym filmem i zachętą by poświęcić trochę czasu na jego dogłębne zbadanie. Ja osobiście gorąco polecam.
Dla umilenia czasu pozostawiam piosenkę, która wdarła mi się tak mocno do serca, że słucham jej codziennie. Niech Was też męczy. Jak cierpieć to razem.



Komentarze