Guardians of the Galaxy

Cześć,
 

Wczoraj byłam w kinie na filmie ,,Strażnicy Galaktyki'' i co mogę powiedzieć.
Mimo wszystkich spekulacji na temat tego filmu, na prawdę trzymał poziom. Sądzę, że to co zaprezentowano w uniwersum, bohaterowie, akcje i cała historia to coś fenomenalnego. Reżyser naprawdę zasługuje na oklaski. Tak samo jak i aktorzy którzy, dodali temu filmowi tak zwanego smaczku. Bo przecież kto nie ulegnie wdziękowi Rocketa,( nie nazywaj go szopem, bo oberwiesz ), którym sterował Bradley Cooper, czy Samego Star Lorda (Peter Quill), w którego wcielił się Chris Pratt. Oni kradną sztukę całej reszcie.

To wyjątkowe widowisko science-fiction w parze z dobrą komedią. Oczywiście bez przesady.
Całość jest doskonale wyważona. Odrobina komedii oraz szczypta dramatyzmu i akcji to przepis na ten film. W ekranizacji nie zabrakło również czarnego charakteru,  Ronana Oskarżyciela, w którego oskarżycielski kostium wszedł nie kto inny jak sam Lee Pace. Według mnie, również zasługuje na brawa, gdyż wydaje mi się, że to była jedna z jego trudniejszych ról.
Mimo wszystko, to nie zmienia faktu, iż zagrał bardzo dobrze.

 TECHNIKA 3D. - Byłam już na wielu filmach, odtwarzanych z pomocą techniki 3D, obserwowałam bardzo uważnie tą technikę i powiem szczerze, że jest niewiele takich, w którym 3D jest tak widoczne oraz jest tak dobrej jakości. ,,Strażnicy Galaktyki'' mieli do przeskoczenia wysoką poprzeczkę i moim zdaniem wypełnili zadanie.



Jako, że chwaliłam film przez kilkanaście poprzednich linijek, teraz przyszła chwila na krytykę. Zawiodłam się na końcówce filmu. Sądziłam, że będzie ona zapowiedzią kolejnej części lub kolejnego filmu z uniwersum Marvela, a tak się nie stało. Jednakże to oznacza, że reżyser chce trzymać nas w niepewności, co automatycznie nie jest aż tak dużą winą.


Jeśli chodzi o fabułę. Cóż więcej mogę powiedzieć. Nie byłoby filmu gdyby nie gwiazdorska postać Petera Quilla, czy jak się sam nazwał Star Lorda, dzięki niemu mamy powód by brnąć dalej w tą historię. To on rozpoczyna całą falę późniejszych zdarzeń. Na pierwszy rzut oka widać w nim jeszcze dzieciaka, który nie mógł lub też nie chciał wydorośleć. A może w końcu przyszedł na to czas. Jak większość herosów tego przedstawienia jest wyrzutkiem, który będzie musiał stanąć u boku równie groźnych jak on sam, bohaterów. Rocketa, który bez dwóch zdań, samymi słowami potrafi zabić, Gamorę - zabójczynię, od której wiele zależy, Draxa Niszczyciela - potężnego i bitnego herosa, który nareszcie znalazł przyjaciół oraz nie mniej ważnego Groota - który bez chwili zastanowienia, potrafi postawić się na straconym stanowisku w imię ratowania swoich kompanów. Od wroga do przyjaciela. Tak można opisać ich relację.
Jednakże, musieli raczej szybko dojść do wniosków, że przyjaźń jest lepsza, gdyż ich wspólny wróg Ronan Oskarżyciel, nie zafundował sobie wakacji i chciał zniszczyć kilka planet (np. Xandar).  Wtedy dla Quilla nadszedł czas aby wydorośleć. Ale, żeby tak od razu...o nie ! . Bo przecież czy obijanie kilku twarzyczek w towarzystwie walkmena, z utworami Blue Swede nie jest super. Oh ! Czy to za mało. Ah tak, oprócz twarzyczek, mam na myśli wrogie statki kosmiczne czy też samego Ronana.


Widowisko, dla widza, lubiącego poruszyć wyobraźnią. Cóż więcej mogę powiedzieć. Zapraszam do zaszczycenia herosów swoją obecnością w kinie czy też przed telewizorem (jak tylko będzie taka możliwość) i obejrzenia filmu. Polecam.
~ Camilla

Komentarze